Friend zone

Do tej pory opisywałem głównie przygody bardzo krótkie, które kończyły się definitywnie po pierwszym spotkaniu i w które oczywiście nie byłem zaangażowany emocjonalnie. Znajomość o której chcę dzisiaj napisać trwa już ponad 3 lata i przez pewien czas była bardzo intensywna. Jest podręcznikowym przykładem bardzo często stosowanego przez kobiety podejścia polegającego na ciągłym zwodzeniu mężczyzn i tworzeniu iluzji niby-związku.

S. napisała do mnie jako pierwsza na portalu co jest rzadkością. Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, 30-latka z wykształceniem prawniczym wydała mi się osobą wartą bliższego poznania. Nie nalegała zbyt mocno na wymianę zdjęć, byłem z tego zadowolony bo już wtedy wiedziałem, że zbyt szybkie przejście do tego tematu zwykle źle się kończy. Pisałem z nią jakieś 2-3 tygodnie aż pojawiła się z jej strony propozycja spotkania do którego doszło w jakimś centrum handlowym. S. chyba nie tak sobie mnie wyobrażała i było widać lekki zawód na jej twarzy, całe spotkanie było dość krótkie. Dla mnie jednak było wyjątkowe bo była to prawdopodobnie pierwsza prawdziwa randka w moim życiu. Do domu wróciłem jednak bez większych nadziei bo już wtedy wiedziałem, że nie jest łatwo poderwać panienkę w mojej sytuacji.

Tym razem jednak trochę się pomyliłem w ocenie sytuacji bo znajomość się nie zakończyła, S. wkrótce się odezwała i nie było problemu żeby namówić ją na kolejne spotkanie. Opowiedziała mi o swoim kilkuletnim nieudanym związku i sprawiała wrażenie kobiety, która po prostu nie jest jeszcze gotowa na kolejny. To oczywiście był pierwszy sygnał ostrzegawczy bo jest to standardowa wymówka kobiet, które nie są zainteresowane facetem jednak z jakiś powodów potrzebują jego uwagi. Jednak wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem.

Tak więc zaczęliśmy się dość intensywnie spotykać. Nie ukrywam, że przy bliższym poznaniu S. nieco straciła. Mimo że ma wykształcenie prawnicze to jednak nic nie zrobiła żeby podwyższyć kwalifikacje więc pracuje głównie w sprzedaży telefonicznej co jest poniżej jej ambicji i prowadzi do problemów z samooceną. Jednocześnie jest bardzo uparta więc wywołuje ciągłe konflikty, które powodują, że zmienia prace średnio co parę miesięcy – w chwili gdy piszę te słowa S. jest na etapie szukania kolejnej pracy. Ja jednak też nie uważam się za ideał dlatego postanowiłem dalej kontynuować znajomość.

Miesiące mijały, S. jednak nie mogła się zdecydować czy jest ze mną w związku czy też nie. Bardzo chętnie przyjmowała typowe gesty, które są z tym związane. Kupowałem jej kwiaty, pomagałem w przeprowadzce, kupnie sukienek. Krótko mowiąć byłem przez pewien czas jej osobistym lokajem i kierowcą. W nagrode nazywała mnie „najdroższym przyjacielem”. Spotykaliśmy się głównie w centrach handlowych, potem odwoziłem ją do domu (S. nie ma mieszkania, wynajmuje tylko pokój). Kiedy poruszałem temat naszych relacji dalej mnie zwodziła sugerując, że muszę się bardziej postarać i oto mam chyba do niej największy żal.

S. miała dość łatwe zadanie bo trafiła na kogoś zupełnie niedoświadczonego. Na pewno widziała moje zaangażowanie, którego z jakiś powodów nie chciała odwzajemnić. Spotkania stwały sie coraz bardziej nudne i przewidywalne. Większośc czasu rozmawialiśmy o jej konfliktach w pracy, które sama wywoływała. Unikała też wszelkiego kontaktu fizycznego. Pamietam sytuację, że kiedy chciałem ją potrzymać za rękę wybuchła awantura, potem przez kilka tygodni nawet do mnie nie pisała. Nie poznałem też nigdy jej znajomych co było kolejnym dowodem, że S. nie uważa mnie za cześć swojego życia. Drodzy czytelnicy – jeżeli zauważycie takie zachowanie obiektu waszych westchnień to możecie być absolutnie pewni, że jesteście dla panienki tylko pluszowym misiem do którego można sie wypłakać.

Jeżeli ktoś uważa, że można zmienić uczucia kobiety, która dokonła już wyboru to jest w błędzie, szczęśliwe rozwiązania takich sytuacji zdrzają się tylko w komediach romantycznych. Losy znajomości decydują się na kilku pierwszych spotkaniach i wtedy zwykle dostajecie kosza lub zostajecie zakwalifikowani do tzw. „friend zone” – z której nie ma ucieczki. W necie jest mnóstwo opisów takich historii dlatego nie będę się nad tym rozwodził. Dla faceta jest to wyjątkowo trudna sytuacja i trzeba umieć ją rozpoznać żeby nie tracić niepotrzebnie czasu. Są tu tylko dwa rozwiązania, zerwać taką znajomość zupełnie lub zaakceptować ją taką jaka jest. Dla prawdziwych twardzieli zostaje jeszcze opcja odwrócenia ról, czyli zaprząc panienkę do prac domowych z uzasadnieniem, że przecież jesteśmy „super mega najlepszymi przyjaciółmi” i musimy sobie pomagać.

Dalej utrzymuję kontakt z S. Emocje związane z tą znajomością po prostu minęły a ja rzuciłem się w wir nowych przygód. Dzięki tej znajomości dowiedziałem się jak postrzegają mnie kobiety bo przy tak długiej znajomości zdarzają się chwile szczerości. S. twierdzi, że nie czuje się przy mnie bezpiecznie bo jestem rzekomo zbyt sztywny, pewny siebie i zarozumiały. Chyba jednak nie jest to cała prawda. Pozostaje sprawa wygłądu, S. pięknością nie jest ale jest ode mnie wyższa co na pewno też ma znaczenie.

Na różnych forach dla samotnych pojawiają się ogłoszenia mężczyzn, którzy się chcą „zaprzyjaźniać” z kobietami. Autorzy takich anonsów powinni się zastanowić czy tego naprawdę chcą bo ich życzenie może się przypadkiem spełnić. Jeżeli ich chęci są szczere to nie mam zastrzeżeń, jednak zazwyczaj „przyjaźń” ma tylko stanowić pretekst do ciągłego przebywania w towarzystwie kobiety, która być może zmieni zdanie. Tak się jednak nie stanie, nie kupicie normalnej kobiety prezentami, kwiatami czy usługami lokaja.
Co gorsza kobiety to od razu wyczują, a nie mam nic bardziej żałosnego od faceta, który żebrze o seks, będą wami tylko pogardzać. Co oczywiście nie przeszkodzi tym bardziej próznym korzystać z waszej uprzejmości.

Przyrzekłem sobie, że już nigdy nie dam się wpakować do „friend zone” i nikomu tego samego nie zrobię bo „friend zone” to zjawisko, którego ofiarą padają także kobiety choć oczywiście znacznie rzadziej. Moj apel do wszystkich to jasno określajcie swoje zamiary na wstępie żeby potem jedna ze stron nie czuła się oszukana.

Blog już istnieje już miesiąc, jest odwiedzany przez osoby z różnych krajów choć oczywiście najcześciej z Polski. Najwierniejszymi czytelnikami są kobiety w wieku 35-44 lat, stałe bywalczynie portali randkowych, miłośniczki gotowania, telenowel oraz facebooka. Pozostało mi do opisania jeszcze tylko kilka przygód jednak uprzedzam, że będą bardzo mroczne.